Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rafael Nadal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rafael Nadal. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 września 2017

US Open - podsumowanie malkontenta





Turnieje wielkoszlemowe to imprezy mające największy wpływ na kształt tenisowej ekstraklasy. Dzięki ogromnym zdobyczom punktowym decydują o utrzymaniu przewagi hegemonów lub - przeciwnie - wywracają ranking do góry nogami; są okazją do zaistnienia nowych talentów, a także potwierdzenia wartości wschodzących gwiazd; są też - co nie mniej ważne - szansą na finansowe przetrwanie dla przeciętniaków z odległym rankingiem. A jaki był z tych perspektyw tegoroczny US Open?

U panów wskutek przetrzebienia czołówki (brak Djokovicia, Murraya, Wawrinki) kandydatów do tytułu było w sumie 3 - Federer, Nadal i Zverev. Ten ostatni wraz z grupą tzw. Next Generation rozczarował, kończąc zmagania na II rundzie, podobnie Dominic Thiem, który nie poradził sobie w praktycznie wygranym już spotkaniu z ledwo żywym del Potro. Obaj panowie mocno tkwią w 1. dziesiątce rankingu, jednak nie widać tego było w najważniejszym sprawdzianie.

W tej sytuacji pozostało liczyć wymienionych wcześniej weteranów. Federer zawiódł przede wszystkim poziomem gry, jak by brakowało mu głodu zwycięstwa; odpadł w ćwierćfinale z tym samym del Potro, który wyrzucił z turnieju Thiema, a w 2009 skradł mu w Nowym Jorku tytuł. Został więc Nadal - niezwykle silny i zmotywowany, choć nie bez chwili słabości, wygrał imprezę, zdobywając 16. tytuł. Wg wujka Toniego nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i będzie gonił Szwajcara w liczbie wygranych szlemów do skutku. Tym samym Hiszpan umocnił się na pozycji lidera, Federer zaś awansował na 2. miejsce.

Jerzy Janowicz nie wystąpił, bo się obraził, że nie dostał się do głównej drabinki bez kwalifikacji. Po co więc lecieć tak daleko i tak drogo, jak nie ma gwarancji startowego?

U pań z kolei nędza. Poziom tegorocznych zmagań był po prostu niski. Chyba najciekawszy mecz turnieju odbył się z udziałem Agnieszki Radwańskiej, która mimo bardzo dobrej gry uległa w III rundzie Coco Vandeweghe; potwierdziła się tu moja ulubiona teoria jednej decydującej o całym meczu piłki, którą wskutek błędu taktycznego oddała Polka niemal za darmo. Szkoda.

Wielu meczów nie dało się oglądać. Spore emocje wykrzesała Anastasja Sevastova w pojedynku z Szarapową, wygrywając po morderczym spotkaniu w 3 setach.

Najdziwniejszy jednak był finał. Zagrały w nim Amerykanki Sloane Stevens z Madison Keys. Dosyć niespodziewanie w nieco ponad godzinę wygrała ta pierwsza, uderzając piłki spokojnie i powoli jak na treningu; Keys za to seryjnie wszystko psuła, nie zdobywając w 2 partii żadnego gema. Po meczu zamiast złości czy rozczarowania okazała jednak pełny luz, dowcipkując w najlepsze z przeciwniczką. Faktycznie jak po treningu. Niebywałe.

Najgorsze jednak jak zwykle są komentarze dziennikarskie. Sprzedawali oni narrację o spełnieniu marzeń dziewczyny, która jeszcze niedawno była w 9. setce, a teraz dzięki pracy i wytrwałości zdobyła tytuł. Problem w tym, że nie chodzi o jakiegoś nikomu nieznanego Kopciuszka, ale tenisistkę dobrze znaną, która miała na koncie już 4 tytuły i pukała do drzwi 1. dziesiątki, a spadek w rankingu zawdzięczała kontuzji.

Widać wyraźnie, że królowa jest tylko jedna, a nazywa się Serena Williams. Gdy jej nie ma, wszystko może się zdarzyć, stawka - choć na niskim poziomie - jest bardzo wyrównana; dość powiedzieć, że do rywalizacji panie przystępowały z 8 pretendentkami do fotela liderki. Ostatecznie została nią Garbine Muguruza, ale nie dlatego, że osiągnęła jakiś sukces (odpadła w IV rundzie), tylko dlatego, że aktualna liderka wyleciała w ćwierćfinale, nie broniąc punktów za zeszły rok.

W sumie turniej sportowo wypadł tak sobie, frekwencja na niektórych meczach nawet już w 2. tygodniu rywalizacji też nie zwalała z nóg. Tak naprawdę najwięcej radości sprawiła mi Martina Hingis, zdobywając w pięknym stylu tytuły w deblu i mixcie i autentycznie ciesząc się grą.

poniedziałek, 15 maja 2017

Tydzień 19., czyli Nadal dominator



W 19. tygodniu jedyne powody do radości zapewnił nam Łukasz Kubot, wygrywając w parze z Marcelem Melo deblową odsłonę turnieju w Madrycie. Poza tym podtrzymanie dominacji Rafaela Nadala i obrona tytułu Simony Halep oraz – radosna dla wielu, w tym mnie i madryckiej publiczności – porażka już w II rundzie Panny Koksiary. W tle zaś przygotowania do wyborów władz PZT.

Polsko-brazylijska para dogaduje się nadzwyczaj dobrze. To już 2. tytuł w turnieju rangi Premier Mandatory, niższej tylko od Wielkiego Szlema, w tym roku oraz 3. Finał (wygrali w Miamia, przegrali w Indian Wells). Zwycięstwo to pozwoliło im objąć prowadzenie w klasyfikacji Race to London.

Na starcie turnieju sporo emocji nadal budził start dzięki dzikiej karcie Marii Szarapowej. Po morderczym pojedynku przegrała już w II rundzie z wracającą w bardzo dobrym stylu Eugenie Bouchard, która doszła aż do ćwierćfinału. Madryt ponownie obnażył znane ze Sztuttgartu mankamenty Panny Koksiary – kiepskie poruszanie się po korcie, słaby backhand z dobiegu, nienajlepsza wytrzymałość. Ciekawie wypadła też statystyka serwisowa z niezwykle niską skutecznością pierwszego podania. To pewna nowość, bo jednak Rosjanka słynęła przed przerwą z tego elementu gry. Oczywiście umiała w ważnych momentach wydobyć nawet asa, ale pozostając na poziomie 50% udanych pierwszych serwisów w tym elemencie rozczarowywała.

Wygrana w całym turnieju Simony Halep jest chyba mimo wszystko małą niespodzianką. Na pewno zaś niespodzianką nie jest występ w finale Kristiny Mladenović, która w tym roku co raz pokazuje się z naprawdę dobrej strony. Wypada jej tylko bić brawo za tę pracę i widoczny postęp. Przy okazji warto wspomnieć, że Halep zwyciężając w Madrycie dokonała nielada sztuki, mianowicie obroniła tytuł w turnieju rangi Premier Mandatory, co jej samej udało się 1. raz w życiu, natomiast w historii imprezy dokonała tego wcześniej tylko Serena Williams.

Wśród panów niepodzielnie królował Rafael Nadal, dorzucając trzeci z rzędu zdobyty w tym roku tytuł na mączce. W finale po ponad 2-godzinnej batalii pokonał bardzo dobrze grającego Dominika Thiema 7:6(8) 6:4. Natomiast meczem turnieju wg mnie było starcie Hiszpana z Davidem Goffinem. Wynik może być mylący – 7:6(3) 6:2 i dał się na to nabrać Dawid Olejniczak, który najprawdopodobniej meczu nie oglądał, za to na oczątku transmisji kolejnego spotkania stwierdził, że w II secie w pełni dominował Hiszpan. Tymczasem ten trwający 2 godziny pojedynek był zacięty do ostatnich piłek i obfitował w fenomenalne zagrania z obu stron.

Generalnie poza Tomaszem Tomaszewskim poziom komentatorów Polsatu pozostawia już od dawna wiele do życzenia, a pan Olejniczak w tej mizerii dodatkowo dominuje in minus.

W bieżącym tygodniu spodziewany jest wybór nowych władz PZT. Z tej okazji przeprowadzono krótką rozmowę z jednym z reformatorów, Robertem Radwańskim. Potwierdził on w zasadzie to wszystko, co mówił wcześniej oraz co umieścili w takim zarysie programu. Jedną z tez jest potrzeba wypracowania kolejnego obok Pucharu Federacji i Davisa produktu, jakim by dysponował PZT; środowisko odnowicieli postuluje organizację turnieju rangi International. Ja pozwolę sobie się z tym nie zgodzić. Jak słusznie zauważył niedawno dyrektor Pekao Open w Szczecinie Krzysztof Bobala, wejście na poziom ATP World Tour 250 to próba samobójcza i konieczność wygospodarowania dodatkowego co najmniej półtora miliona złotych, a tak naprawdę nic nie daje, bo przyjechałoby może kilku więcej zawodników z pierwszej "50" rankingu.

Produktem PZT powinni być przede wszystkim zawodnicy z dobrym rankingiem, a póki co chyba nie ma pomysłu, jak do tego doprowadzić. Jeśli – jak utrzymuje pan Radwański – są pieniądze, to trzeba pomyśleć nad stworzeniem możliwości trenowania dzieci i młodzieży, nie za pieniądze rodziców, tylko właśnie w oparciu o struktury związku. Opłacenie trenerów i placu ćwiczeń, wypożyczenie sprzętu, organizowanie wielu regionalnych turniejów, rozwijanie turniejów ITF nawet niższej rangi, żeby po pierwsze punkty nie trzeba było się tłuc po całej Europie, również sensowne wspomaganie wyjazdów seniorów, którzy zamiast do Ameryki czy Azji powinni wybierać się do Francji czy Włoch, gdzie o turnieje niższej rangi nie tak trudno, a koszty są znacznie niższe.

Dobrym przykładem takiej organizacji są Włosi, którzy masowo szkolą młodzież, organizując im w ramach szkolenia zarówno obozy sportowe, jak i choćby wyjazdy na turniej na Foro Italico, gdzie młodzi ludzie mogą przyjrzeć się prawdziwej rywalizacji.

O popularyzacji tenisa w Niemczech pisałem rok temu w poście Jak to robią w Niemczech? Nadal aktualny, warto zajrzeć.


Wszystkie te problemy na szczęście obce są Anie Ivanović, która z okazji Dnia Matki zamieściła zdjęcie z mamą i stosowny, ciepły komentarz. Dobra córka.

poniedziałek, 1 maja 2017

Tydzień 17., czyli kolejny strzał w 10. Rafy Nadala



Post ten można by zacząć identycznie jak podsumowanie ubiegłego tygodnia – kolejny niebywały sukces Rafy Nadala, 10. tytuł w turnieju w Barcelonie. Czy tak samo będę zaczynał post 12. czerwca, po finale Rolanda Garrosa? Innym wydarzeniem tygodnia stał się kontrowersyjny powrót Marii Szarapowej; w przeciętnym stylu dotarła do półfinału w Stuttgarcie.

Hiszpan już dawno przeszedł do historii tenisa. Mimo to wciąż jest głodny sukcesów. Nazywany Królem Mączki śrubuje kolejne rekordy, nawiązując do najlepszych lat swojej kariery. Czy forma nie przyszła jednak za wcześnie? Dowiemy się za 6 tygodni.

Barcelona to miejsce szczególne. Tutaj kort centralny nosi imię Rafaela Nadala. Nieczęsto zdarza się, by plac gry nazywano imieniem żyjącego tenisisty, jak Rod Laver czy Margaret Court; tym bardziej wciąż czynnego zawodnika. To zaszczyt i zobowiązanie. Właśnie na tym korcie wyraźnie pokonał w finale Dominica Thiema. Austriak w półfinale pokonał lidera rankingu Andy Murraya, podobno – wg samego Brytyjczyka – ze względu na wiatr. Murrayowi pozostanie nieco satysfakcji z udanego rewanżu nad Albertem Ramosem-Vinolasem za ubiegłotygodniową porażkę w Monte Carlo.

W stolicy Katalonii miał grać również Jerzy Janowicz, jednak jak pamiętamy zrezygnował na wieść o konieczności przebijania się przez kwalifikacje. Nie wyruszył też do równolegle rozgrywanego turnieju w Budapeszcie, ale zaplanował udział w imprezie ATP 250 w Monachium. Niestety odpadł bardzo szybko, bo w II rundzie kwalifikacji. Podobno rozważa teraz występ w eliminacjach do turnieju „Masters 1000” w Madrycie lub w challengerze w Aix en Provence. Osobiście doradzałbym challengery, by wejść w rytm meczowy i powoli odbudowywać pewność siebie oraz ranking. Na razie w każdym razie trudno być co do niego optymistą przed zbliżającym się French Open.

Drogą challengerową, ciułając punkty m.in. w 3 turniejach tej rangi, podążał w tym sezonie finalista Hungarian Open, Brytyjczyk Aljaz Bedene, który do drabinki głównej przebijał się przez kwalifikacje. W ostatnim meczu turnieju przegrał z Francuzem Lucasem Pouille, najwyżej rozstawionym zawodnikiem imprezy.

Również najwyżej rozstawiona wygrała turniej w Stambule. Ukrainka Elina Svitolina pokonała w finale Belgijkę Elise Mertens, zdobywając 3. w tym roku i 7. w karierze tytuł singlowy. Jej ranking ma obecnie nr 12. Całkiem nieźle jak na 22-latkę. Zmiana pokoleniowa? Zobaczymy.

Warto dodać, że kolejną, już 6. porażkę w I rundzie zaliczyła Eugenie Bouchard. Podobno nadal odczuwa skutki uderzenia w głowę podczas US Open … 2015.

Tydzień 17. to również moment kontrowersyjnego powrotu Marii Szarapowej. Jak wiadomo, otrzymała ona dziką kartę do turnieju w Stuttgarcie, co wywołało powszechne oburzenie w tenisowym świecie, w każdym razie w tej jego części, która nie mówi po rosyjsku. Zawodniczka wykorzystała swoją szansę, dochodząc do półfinału, gdzie zmierzyła się z Kristiną Mladenović. Stawką tego meczu była przepustka do eliminacji French Open; przegrana oznacza, że Rosjanka musi czekać na łaskę organizatorów, którzy mogą ją wkręcić nawet do drabinki głównej. Decyzja ma zostać ogłoszona w połowie maja.

Co wiemy o formie Szarapowej po powrocie? Wbrew zachwytom wielu ekspertów moim zdaniem nie pokazała nic wielkiego. Grała trochę jak ambitna nowicjuszka, dużo ryzykując, grając zerojedynkowo – mocne uderzenie, by szybko skończyć wymianę na zasadzie albo się uda trafić albo nie. Bardzo dobrze funkcjonował serwis, gorzej backhand, zwłaszcza z dobiegu, z formą fizyczną też nie najlepiej, biegała bardzo ciężko, łapiąc zadyszkę; chyba faktycznie odstawiła meldonium. Rosjanka nie wykorzystała przerwy na uzupełnienie braków w technice, nadal w ogóle nie smeczuje, unika woleja. No i po staremu wrzeszczy przy każdym odbiciu.

Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy udział w zawodach Agnieszki Radwańskiej. Przegrała w I rundzie z Makarową.


A Ana Ivanović fotografuje się z pudłami; przeprowadzka trwa w najlepsze.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Tydzień 16., czyli Rafa Nadal w Monte Carlo trafia w 10



Postu poświęconego 16. tygodniowi rozgrywek tenisowych A.D. 2017 nie sposób zacząć inaczej niż od niebywałego sukcesu Rafaela Nadala – 10. tytuł w Monte Carlo, bodaj nikt przed nim nie zaliczył tylu zwycięstw w tym samym turnieju. Ogromne brawa, mimo kontrowersji wywołanej olbrzymią pomyłką sędziego w meczu półfinałowym. Czy skutek tej pomyłki zabije Goffina, czy go wzmocni? U pań przede wszystkim Fed Cup ze skandalem w Rumunii w tle oraz coraz gorętsza atmosfera związana z dziką kartą dla Marii Szarapowej w Stuttgarcie.

Rafa Nadal obronił tytuł w Monte Carlo dość pewnie. Piszę dość, bo cieniem na tym olbrzymim sukcesie położyła się pomyłka znanego i doświadczonego sędziego Cedrica Mourier, który podczas półfinału rozgrywanego z Davidem Goffin pomylił ślady i uznał wyraźnie autową piłkę Hiszpana jako dobrą. Jak mówił po meczu sam Goffin, do tej pory intensywność była naprawdę wysoka, po ok. 40 minutach było raptem 3:2 i nagle sędzia popełnia taką pomyłkę! Gdy już jesteś pewny, że prowadzisz 4:2, musisz grać dalej, by utrzymać serwis. Mentalnie i fizycznie było to bardzo ciężkie. Dzielny Belg nie poradził sobie niestety z tą sytuacją, do końca meczu wygrał już zaledwie jednego gema i mecz zakończył się wynikiem 3:6 1:6. Schował się w szatni nie podając ręki sędziemu.



Jak się łatwo domyślić Nadal spojrzał na to nieco inaczej. Jego zdaniem nie można być hipokrytą (sic!) i twierdzić, że jeden punkt wszystko zmienia, bo tenis to nie piłka nożna, gdzie jedna decyzja wszystko zmienia, tu rozgrywa się wiele punktów. Poza tym nie wiedział, czy piłka była dobra, czy zła, więc zachował się poprawnie. No i generalnie Goffin powinien się cieszyć, że rozegrał taki dobry turniej. No po prostu powinien otworzyć szampana.

Osobiście mam nieco inny punkt widzenia. Z mojego jakże skromnego doświadczenia wynika, że na ogół zawodnik wie, czy trafił w kort, poza tym jestem zwolennikiem teorii, zgodnie z którą podczas meczu tenisowego jest kilka, czasem właśnie jeden punkt, który decyduje o wyniku. Dlatego mimo przekonania, że Rafa był tak zmotywowany, iż raczej znalazłby receptę na Belga i by ten mecz wygrał, nie traktuję tej sytuacji tak lekko. Płynie stąd też taki oto wniosek, że Goffin nie jest jeszcze gotowy do osiągania największych celów, skoro tak totalnie daje się rozbić jednej błędnej decyzji arbitra. W tym sensie może to być przełomowy moment w jego karierze, który albo go wzmocni, albo – jeśli nie – zawodnik pozostanie już na zawsze jedynie na granicy wielkości.

Tak czy inaczej obu przygoda ta przyniosła korzyści rankingowe – Nadal wrócił do pierwszej piątki, a Goffin do dziesiątki.

Panie pauzowały, nie licząc uczestniczek rozgrywek Pucharu Federacji, których tym razem nie wygrają Czeszki, jak to było przez 3 ostatnie lata. Odpadły bowiem w półfinale z Amerykankami. W finale zameldowały się również Białorusinki, ogrywając u siebie reprezentację Szwajcarii.

Rywalizacja ta sama w sobie może nie rozpala emocji do czerwoności, ale zdarza się, że przykuwają uwagę. Tak stało się za sprawą kapitana Rumunek, Ilie Nastase, który podczas meczu barażowego z Brytyjkami w Konstancy najpierw ochrzanił sędziego, a potem sprzezywał w najgorszych słowach Johannę Kontę. W efekcie został usunięty z kortu. Mimo to zajście przysłużyło się gospodyniom, bo zwyciężyły 3:2 i wystąpią w przyszłym roku w Grupie Światowej II.

Jeszcze bardziej gorąco zrobiło się wokół okoliczności powrotu Szarapowej, która od 10 lat koksowała się meldonium, a po skróceniu kary zawieszenia otrzymuje dzikie karty do największych turniejów. Co naturalne, raczej nie podoba się to innym zawodniczkom i nie zamierzają tego ukrywać, narażając się jednocześnie na ataki Rosjanek czy agenta zawodniczki, Max Eisenbuda. Nazwał on ostatnio Agnieszkę Radwańską i Caroline Wozniacką czeladniczkami, które nie dość że nie wygrały żadnego szlema, to jeszcze nie zapoznały się z orzeczeniem w sprawie jego podopiecznej. Możliwa II runda w Stuttgarcie z Radwańską przeciw Szarapowej zapowiada się naprawdę ostro.

Co ciekawe, przeciwko przyznaniu Rosjance dzikiej karty w zawodach organizowanych pod patronatem Porsche zaprotestowała również Angelique Kerber, na co dzień występująca z logo tego samego producenta.

Dla porządku trzeba odnotować rezygnację Jerzego Janowicza z udziału w turnieju w Barcelonie. Polak mimo zamrożonego rankingu nie zmieścił się w drabince głównej i postanowił odpuścić, by nie marnować 1 z 3 pozostających mu jeszcze szans na ulgowy występ w zawodach. Zamiast tego zobaczymy go niebawem w Monachium, chyba że coś znowu stanie na przeszkodzie. 


Tymczasem Ana Ivanović jako emerytka może się takimi drobiazgami nie przejmować. Cieszą ją drobiazgi jak weekend z mężem czy wyjście na kolację na miasto. No i pięknie.